Czy wolno używać określenia „fake news”?

Kwestia ta, pozornie oczywista, została poruszona przez A. G. Sulzbergera na łamach New York Times. Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba sięgnąć do genezy popularności terminu „fake news”. Na stałe wszedł on do języka debaty publicznej za sprawą Donalda Trumpa, jako reakcja na licznie powstające podczas kampanii prezydenckiej w 2016 roku fałszywe informacje, zwłaszcza te przeciwne Trumpowi. Tym samym termin ten, przynajmniej w debacie publicznej w USA, jest silnie nacechowany politycznie, będąc frazą utożsamianą z prezydentem tego kraju.

Faktem jest, jak podkreśla Sulzberger, że Donald Trump używa terminu w sposób dość swobodny, wykorzystując go do odpierania niewygodnych lub krytykujących go głosów w mediach. Od objęcia urzędu użył tego sformułowania już ponad sześćset razy. Najpoważniejszym zarzutem wobec Trumpa, który stawia Sulzberger, jest osłabianie wiarygodności mediów. Jednocześnie autor z NYT podkreśla, że jego gazeta, jak i inne mainstreamowe media często zasługują na krytycyzm. Inną rzeczą, o którą oskarża prezydenta USA jest nazywanie dziennikarzy „prawdziwymi wrogami ludu”, co porównuje do określenia stosowanego już od czasów rewolucji francuskiej, używanego jako słowo wytrych do określania wszystkich, którzy nie zgadzali się z panującą ideologią – stosowali je później także Hitler i sowieccy komuniści.

Sulzberger zarzuca Trumpowi dawanie narzędzia przywódcom o zapędach autorytarnych na całym świecie. Ponad pięćdziesiąt głów państw i szefów rządów, według wyliczeń NYT, posłużyło się publicznie tym terminem, wśród nich prezydent Wenezueli Nicolas Maduro, kontrowersyjny prezydent Filipin Rodrigo Duterte, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, premier Węgier Viktor Orban czy ostatnio prezydent Brazyli Jair Bolsonaro. Wszyscy oni krytykowani są w różnym stopniu ze względu na charakter rządów. W przypadku Maduro mówi się już o dyktaturze, podczas gdy chociażby Orban czy Bolsonaro, choć uznawani przez mainstream za skrajną prawicę, zachowują demokratyczne standardy. Co ciekawe, frazy „fake news” używa także irlandzki premier Leo Varadkar o poglądach zdecydowanie liberalnych. Sulzberger zapomniał także o Donaldzie Tusku, który jako przewodniczący Rady Europejskiej także stosował ten termin – w tym jako krytykę słów Trumpa o wrogości między UE i USA. Napisał na Twitterze: „Ameryka i UE to najlepsi przyjaciele. Ktokolwiek, kto mówi, że jesteśmy wrogami, rozpowszechnia fake news”.

Po artykule Sulzbergera premier Irlandii Leo Vardkar został poproszony o ustosunkwoanie się do zarzutów. „Za każdym razem, gdy odnosiłem się do fake news – a nie było to coś regularnego – miałem na myśli takie newsy, które nie były prawdziwe. Niestety, jest faktem, że od czasu do czasu newsy są podawane jako newsy, a okazuje się, że nie są prawdziwe lub niecałkowicie prawdziwe. Być może nie jest to dobry termin, ze względu na powiązanie z prezydentem Trumpem, który ma inny program”. Vardkar podkreślił także, że nie zgadza się z Trumpem w jego poglądach na media.

Wydaje się jednak, że termin „fake news” zaczął żyć własnym życiem. Poza USA konotacja z Trumpem, a szczególnie z jego osobistym stosunkiem do mediów jest słabsza. W Polsce mówi się o fake newsach w kontekście Rosji czy spraw wewnętrznych, a sam termin nie ma zabarwienia politycznego i stosowany jest przez różne opcje polityczne. Dodatkowo jest chwytliwy i łatwo rozpoznawalny, będąc praktycznym narzędziem opisywania rzeczywistości, wraz ze słowami takimi jak dezinformacja czy propaganda.

Źródło: NYT, Irish Times

WM