Rosyjski politolog i publicysta Iwan Preobrażeński krytykując pomysł dekoncentracji czy repolonizacji mediów w Polsce, w teksie opublikowanym przez agencję informacyjną Rosbałt Warszawa uczy się od Moskwy uciszać „wrogie głosy” /screen./, wielokrotnie mija się z prawdą. Fałszywą tezę, jakoby niezależnym mediom w Polsce groziła nacjonalizacja, a w najlepszym przypadku zmiana właściciela na lojalnego wobec władz, autor podpiera serią domysłów i spekulacji.

Na pierwszy ogień idzie Jarosław Kaczyński, który zdaniem Iwana Preobrażenskiego rozumie proces zmian w mediach „mniej więcej tak samo, jak inni autorytarni przywódcy, na przykład w Rosji”. Tymczasem sam Kaczyński wielokrotnie powtarzał, że celem ewentualnych zmian jest doprowadzenie do sytuacji, w której media w Polsce działać będą na warunkach analogicznych, jak w krajach zachodnich. W rozmowie z Małgorzatą Raczyńską-Weinsberg w audycji „W otwarte karty” w niedzielę 19 lipca, pytany o tę sprawę odpowiedział:  „Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo jeszcze konkretnych planów ustaw nie ma, ale nie ma żadnego powodu, aby Polska miała tu mniejsze prawa czy inną postawę niż państwa zachodnie. Tu właśnie trzeba wzorować się na państwach zachodnich, które bardzo zaciekle bronią swojej suwerenności w tej dziedzinie”.

Następnie autor kieruje ostrze krytyki w stronę polskich władz, które ponoć „w swoim czasie oczyściły polską telewizję i radio ze wszystkich niewygodnych dziennikarzy”. Jak rozumiem Iwan Preobrażeńskima tu na myśli obecne polskie władze, zatem musi chodzić o zwolnienia z mediów publicznych, które miały miejsce w roku 2016 i które objęły około 200 osób. Lista wszystkich zwolnionych oraz tych, którzy sami złożyli rezygnację, liczy obecnie 235 nazwisk i jest rezultatem szczegółowego monitoringu prowadzonego przez Towarzystwo Dziennikarskie. Nawet jeśli przyjąć, że partia rządząca istotnie miała pośredni wpływ (bezpośredniego mieć nie może, telewizja i radio w Polsce są publiczne, a nie państwowe) na zmiany personalne w mediach publicznych, to należałoby jednak dodać, że ta zła praktyka – zmian w mediach publicznych, będących efektem zmiany politycznej przy sterach władzy, ma niestety długą tradycję. W latach 2009 – 2015 z mediów publicznych zwolniono co najmniej 600 dziennikarzy, czy osób biorących udział w realizacji programów, a wielu innych zdjęto z anteny. Byli to miedzy innymi: Artur Dmochowski, Anita Gargas, Danuta Holecka, Jacek Karnowski, Michał Karnowski, Adrian Klarenbach, Joanna Lichocka, Krzysztof Skowroński, Jacek Sobala, Marzena Paczuska, Marek Pyza, Marcin Wikło, Bronisław Wildstein, Rafał Ziemkiewicz. Kolejnych 400 pracowników TVP przeniesiono do spółki Leasing Team w ramach tzw. outsourcingu, a zanim to się stało przeprowadzano testy kwalifikacyjne. Szczególne kontrowersje budził test psychologiczny, któremu mili zostać poddani dziennikarze TVP, powszechnie uznany jako poniżający i trudny do uzasadnienia. U ówczesnego prezesa TVP Juliusza Brauna interweniowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, bezskutecznie. Trudno przypuszczać, że Iwan Preobrażeński, analityk od lat obserwujący wydarzenia w Polsce, specjalizujący się w Europie Środkowej i Wschodniej, nic o tym nie wie.

Spekulacje na temat przyszłości gazet regionalnych, które „mogą być wykupione przez władze” i telewizji TVN, która ma „wszelkie szanse powtórzyć, i to w najbliższej przyszłości, losy rosyjskiej NTV z początku lat dwutysięcznych” są całkowicie bezpodstawnym wymysłem. Choć prasa regionalna w Polsce jest w 95 procentach w rękach koncernów zagranicznych nie ma żadnego projektu ustawy, ani nawet dyskusji w parlamencie na temat repolonizacji mediów. Kwestia dekoncentracji własności mediów również nie istnieje w debacie parlamentarnej.

Skąd u rosyjskiego analityka takie czarnowidztwo? Prognozowanie, że ewentualne regulacje dotyczące koncentracji własności na rynku mediów spowodują wykupywanie, i to przez „władze”, mediów regionalnych? Czy te „władze” mają jakiekolwiek szanse, aby zarządzać tymi wykupionymi od niemieckich holdingów mediami w taki sposób, aby media te przetrwały na wysoce konkurencyjnym rynku polskim? Czy też ta szalenie kosztowna operacja miałaby być wyłącznie demonstracją siły politycznej, bezsensowną z ekonomicznego punktu widzenia?

Rosyjski publicysta, świadomie bądź nie, zafałszowuje obraz mediów w Polsce. Sugeruje że są one traktowane instrumentalnie, jako narzędzia poszczególnych partii politycznych, czy wręcz poszczególnych polityków, co nie jest prawdą.  Jeśli chodzi o wolność słowa, pluralizm i niezależność mediów to Moskwa miałaby się czego uczyć od Warszawy. I bardzo tego naszym wschodnim sąsiadom życzę.

DZ

Iwan Preobrażenski (ur. 1981) – politolog, publicysta, analityk. Był szefem działu świat portalu Strana.ru, a następnie szefem działu polityka agencji informacyjnej Rosbałt, dziś współpracownik agencji. Publikował m.in. w „Nowej Europie Wschodniej”.